O mnie

o mnieKiedy zaczyna się podróż?

Który moment można uznać za jej początek?

Czy czujesz, że się zaczęła, gdy wysiadasz z pociągu lub samolotu z kurtką w ręku i bucha na Ciebie gorące powietrze obcego miasta?
A może gdy zamykasz na klucz drzwi Twojego mieszkania, zatrzaskujesz drzwi taksówki, mówiąc: „na dworzec/lotnisko poproszę”?
Jeszcze wcześniej? Gdy kupujesz bilet z zamiarem wyruszenia w nieznane miejsce?
Różni ludzie różne momenty wskażą jako początek.
W mojej głowie podróż zaczyna się wcześniej, znacznie wcześniej. Kiedy po gorących dyskusjach wybieramy wreszcie kierunek, już wtedy zaczyna się „moje przebywanie drogi”, poznawanie kraju, miejsc, które warto zobaczyć.
Kiedy wiem już, gdzie jadę, czytam przewodniki do poduszki, buszuję w internecie w poszukiwaniu przydatnych informacji, przeglądam zdjęcia zrobione przez tych, którzy już tam byli. Planuję, rozmyślam, cieszę się i zamęczam współtowarzyszy podróży, dla których czasem jest to trudne do zniesienia, bo nie dla wszystkich wyprawa zaczyna się w tym samym momencie.

A kiedy podróż się kończy? Zasadniczo wtedy, gdy otwieram drzwi mieszkania ze słowami: „Nie ma jak w domu”.
Dla mnie nie jest to jednak koniec definitywny.
Przedłużam sobie wakacje wspominając, przeglądając setki zrobionych zdjęć, próbując przygotować potrawy, podobne do tych, których kosztowałam na wakacjach i opowiadając, opowiadając, opowiadając.
To miejsce, to właśnie sposób na przedłużenie moich wakacji.
Kto wie? Może jakaś podróż się także tutaj rozpocznie 😉

Nie marzyłam o podróżowaniu. Przeczytałam co prawda wszystkie tomy przygód Tomka Wilimowskiego, ale żeby zaraz chcieć wyruszać w jego ślady?  – Bez przesady. 😉 Długo trzymałam się też z daleka od kuchni. Gotowanie, smażenie i pieczenie jakoś mnie nie ciągnęło. Władzę absolutną w naszej rodzinnej kuchni miała mama, która nadal niespecjalnie lubi, jak ktoś się jej plącze między garnkami (mam to po niej!), więc sztuka kulinarna zainteresowała mnie dość późno –  dopiero gdy już znalazłam się w swojej własnej kuchni. Pamiętam dzień, w którym rodzice kupili nasz pierwszy aparat fotograficzny, ale skłamałabym pisząc, że to było dla mnie wtedy jakieś specjalne objawienie – ot, fajna zabawka do uwieczniania rodziny i przyjaciół.

Ani podróżowanie, ani gotowanie, ani fotografowanie nie było czymś, co mnie od zawsze fascynowało, ale życie często nas zaskakuje. Niespodziewanie na przestrzeni lat te trzy rzeczy zaczęły mi sprawiać sporą przyjemność i chciałabym się tym trochę podzielić – pojawią się tu opowieści z podróży, parę sprawdzonych przepisów i na pewno dużo zdjęć.

Zapraszam!